Pisanie o sobie jest trudne – być może dlatego, że ciężko o obiektywizm wobec własnej osoby – spróbuję jednak podjąć to wyzwanie. Na tym świecie stanąłem (no, może jeszcze nie na własnych nogach, ale za to z głośnym okrzykiem) w 1989 roku, w ciepłym i pięknym miesiącu lipcu.Etap wczesnej młodości pominę, gdyż moje dzieciństwo przypominało losy wielu rówieśników: jazda na pierwszym rowerze czy wspinanie się na drzewa. Jednym z elementów, na który chciałbym jednak zwrócić uwagę, jest zamiłowanie do fotografii. Zaczęła mnie ona pochłaniać już w wieku ośmiu lat.
Cóż, do dziś pamiętam minę ojca na widok czterech klisz do wywołania po każdej „zielonej szkole”.
W latach późniejszych do pasji dołączyło majsterkowanie i podstawy elektroniki. W okresie szkoły podstawowej i gimnazjum rozwijałem się także w kierunku informatycznym. To zainteresowanie zaważyło na wyborze szkoły średniej. Właśnie w liceum zauważyłem pierwsze problemy ze wzrokiem, byłem zmuszony siadać w coraz bliższych tablicy ławkach. Przez dłuższy czas bagatelizowałem jednak ten problem, skupiony na typowych sprawach wieku młodzieńczego.
Po ukończeniu liceum i rozpoczęciu pracy w branży IT wzrok zaczął mi doskwierać coraz bardziej.
W końcu wybrałem się do okulisty, który wstępnie zdiagnozował u mnie chorobę Stargardta. Diagnoza nie była jednak pewna, dlatego otrzymałem skierowanie na dalsze badania do kliniki okulistycznej.
Tam stwierdzono dystrofię czopkowo-pręcikową, a w dalszym etapie zdiagnozowano u mnie
RP (zwyrodnienie barwnikowe siatkówki). By nie zanudzać medycznymi szczegółami, więcej informacji zamieściłem w dziale „Opis choroby”.
Ponieważ uprzedzono mnie o stopniowej utracie wzroku, diagnoza była dla mnie jak wyrok.
Zanim się o niej dowiedziałem, fotografia zdążyła pochłonąć mnie zupełnie, stając się również źródłem dodatkowego dochodu. Ta informacja niemal całkowicie przekreśliła moje marzenia. Straciłem nadzieję na rozwój w tej dziedzinie – bo przecież jak być fotografem, nie widząc otaczającego świata? Pierwsze dni po diagnozie były niezwykle ciężkie. Przez chwilę nie widziałem sensu w robieniu zdjęć, mimo że wcześniej było to moją pasją.
Jednak szybko wziąłem się w garść. Zacząłem szukać w sieci ludzi z tym samym schorzeniem, by dowiedzieć się, czy istnieją szanse na leczenie. Przypadłość ta jest jednak na tyle rzadka, że znalezienie kogoś o podobnych doświadczeniach graniczyło z cudem. Stąd zrodził się pomysł na stworzenie strony internetowej zrzeszającej osoby z dystrofią. Plan był zacny, ale ostatecznie strzałem w dziesiątkę okazała się grupa na Facebooku. Pozwoliła mi ona poznać mnóstwo ciekawych i, niestety, obdarzonych podobną przypadłością osób.
Mimo wszystko starałem się żyć jak wcześniej: pracowałem, robiłem zdjęcia, cieszyłem się tym, co mam.
Z czasem jednak zauważyłem, że wzrok pogarsza się coraz bardziej. Miałem trudności z czytaniem, fotografowaniem, a nawet z pracą przy komputerze, która była głównym źródłem mojego utrzymania. Byłem zmuszony zmienić zawód – dla osób niewidomych i słabowidzących rynek pracy niestety mocno się zawęża.
Kilka lat temu dowiedziałem się o terapiach komórkami macierzystymi, które rzekomo miały przynosić „efekty” w okulistyce. Jak się później okazało, była to nieprawda, a część osób po takich zabiegach bezpowrotnie straciła wzrok. Opatrzność i wrodzona nieufność kazały mi się wycofać
z tego pomysłu – o tym wątku szerzej wspominam w dziale „AUDIO BLOG”.
W ramach wspomnień poniżej zamieszczam link do galerii z moimi zdjęciami. Mimo przeciwności losu tworzyłem je mniej więcej do 2017 roku – pod koniec głównie za pomocą autofokusa, bo od dobrych paru lat nie było już mowy o ręcznym wyostrzaniu. Aparat i osprzęt został w 90% wyprzedany. Pozostały drobne elementy wyposażenia, które – mam nadzieję – może ktoś wreszcie kupi 😊.
